Turcja odpowiada za wybuch wojny w Syrii. Sojusznicy z NATO ją kryją, a Tusk zaprasza do Unii…

Turcja – kraj z ponad 80 milionami mieszkańców, z których 98% wyznaje islam. Jej armia jest szóstą co do wielkości armią świata. Członek NATO, organizacji, która, jak czytamy w Wikipedii: „pełni rolę stabilizacyjną, podejmując działania zapobiegające rozprzestrzenianiu się konfliktów regionalnych”. Od 2003 krajem tym rządzi twardą ręką Recep Tayyip Erdogan, obejmujący najpierw stanowisko premiera, a od dwóch lat – prezydenta. Na zeszłorocznym szczycie państw członkowskich UE jako rozwiązanie problemu uchodźców zaproponowano przekazanie Turcji miliardów euro by ta zatrzymała ich u siebie. Powróciła także kwestia przyspieszenia negocjacji w sprawie jej przystąpienia do Unii. Czy jest się czego obawiać? Moim zdaniem: tak, szczególnie wobec niezbitych dowodów przytoczonych w artykule poniżej, na udział Turcji w wywołaniu i podtrzymywaniu wojny domowej w Syrii…

4959154373_4dfcdc0ca4_o

Tekst źródłowy: http://journal-neo.org/2015/12/24/turkey-a-criminal-state-a-nato-state/
z dn. 24.12.2015

W końcu mainstreamowe media zaczynają mówić o bezpośrednim udziale Turcji w podburzaniu syryjskich obywateli przeciwko władzy, a następnie wspieraniu wojny domowej w Syrii. Celem Ankary jest obalenie tamtejszego rządu i zastąpienie go ludźmi uległymi zarówno wobec tureckiego prezydenta Erdogana, jak i Bractwa Muzułmańskiego.
Skoro ta informacja nie jest już teorią spiskową, a faktem, to należałoby dokładnie prześledzić haniebną rolę tego członka NATO w zainicjowaniu brutalnej i krwawej wojny u sąsiada dla realizacji swoich własnych celów.
Poza wojną w Syrii Ankara ma na sumieniu jeszcze inne poważne grzechy: wspieranie terroryzmu, akty agresji skierowane przeciwko innym krajom, prześladowania dziennikarzy i własnych obywateli, którzy mieli odwagę by mówić prawdę. Pod prezydenturą Erdogana Turcja pozostaje w stanie ciągłej wojny, dążąc do hegemonii i mając w głębokim poważaniu prawa człowieka i suwerenność innych krajów.

Ale jak do tego doszło? I co takiego sprawia, że można bezspornie określić reżim w Ankarze jako zbrodniczy w swojej naturze?

Przestępcze działania rządu Erdogana można z grubsza podzielić na kilka kategorii: agresja wobec suwerennych państw, wspieranie międzynarodowych organizacji terrorystycznych oraz nagminne łamanie praw człowieka. Oczywiście, istnieje jeszcze wiele innych rzeczy, które można by dodać do tej listy, takich jak korupcja czy milczące przyzwolenie na działania faszystów. Ale to trzy z pierwszych wymienionych sprawiają, że obecnie można postrzegać Turcję jako jednego z największych zwolenników globalnego terroryzmu.
Punktem wyjściowym dla analiz tureckich zbrodni powinna być rola Turcji w każdym aspekcie terroryzmu w Syrii. Prezydent Erdogan nie ukrywał się z nawoływaniem do obalenia reżimu Assada i nie pozostawał jedynie przy retoryce – jego rząd uczestniczył bezpośrednio w sponsorowaniu, uzbrajaniu i militarnym wsparciu dla Wolnej Syryjskiej Armi i Państwa Islamskiego. I nie był w tym osamotniony. Stany Zjednoczone, współzałożyciel NATO, chętnie mu w tym towarzyszą:
W 2012 New York Times potwierdził, że CIA wysyłała broń i materiały pokrewne siłom walczącym z Assadem z tureckiej granicy. Wykorzystała w tym celu tureckie kontakty z Bractwem Muzułmańskim. Ujawniono także, że turecki wywiad odegrał główną rolę w kampanii dozbrajającej grupy terrorystów, takich jak Front al-Nusra (jest to zbrojna grupa islamistów będąca siatką Al-Qaidy w Syrii). Informację tą opublikował Can Dundar, redaktor naczelny Cumhuriyet. Czeka go za to być może nawet kara śmierci, której domaga się dla niego sam prezydent Erdogan.
Jako potwierdzenie tej informacji Cumhuriyet, jedn z najpoczytniejszych tureckich dzienników, opublikował film, na którym widać tureckie ciężarówki, które miały dostarczać pomoc humanitarną, a w rzeczywistości wiozły broń dla grup terrorystycznych walczących z Assadem. Ciężarówki te wysłała turecka Państwowa Organizacja Wywiadowcza. Ale sprawa się na tym nie kończy.

Turcja wkraczała na terytorium Syrii, także w celach militarnych. Transkrypcja z podsłuchu otrzymanego prze Cumhuriyet, którą przedstawiono w sądzie, oprócz wyżej wspomnianego filmu potwierdza zeznania wielu naocznych świadków: tureckie służby bezpieczeństwa bezpośrednio wspierały działania Frontu Nusra i innych grup dżihadystów w Kassabie i innych syryjskich miastach. To tłumaczyłoby, dlaczego terroryści zdołali przejąć ten region w 2014 i odbić go w roku 2015. Świadkowie w Kassabie potwierdzają to, o czym mówią syryjscy żołnierze, że tureckie helikoptery wraz z ciężką artylerią wspierały Nusra i inne grupy w obu tych operacjach.

Oczywiście, od samego wybuchu konfliktu sojusznicza polityka wobec terrorystów walczących z Assadem była częścią tureckiej modus operandi. W 2012 Agencja Reurtera napisała:
„(Turcja) wraz ze swoimi sojusznikami: Arabią Saudyjską i Katarem, stworzyła przy granicy potajemną bazę, z której mogła kierować bezpośrednią pomoc militarną dla syryjskich rebeliantów (…) To Turcy bezpośrednio ją kontrolują i Turcja jest tu głównym koordynatorem. Pomyślcie sobie o trójkącie, z Turcją u góry, a Arabią Saudyjską i Katarem na dole…”

Informację tą potwierdził wiceprezydent Stanów Zjednoczonych, Joe Biden, w swoim przemówieniu na Uniwersytecie Harvarda:
„Nasi sojusznicy w tym regionie byli naszym największym problemem w Syrii. Turcy to nasi wielcy przyjaciele, podobnie jak Saudyjczycy, Emiratczykami, itd. Ale co oni zrobili? Przelewali setki milionów dolarów i dostarczali dziesiątki ton broni dla każdego, kto zamierzał walczyć z Assadem. Jednak tym kimś była al-Nusra, al-Qaeda i inni dżihadyści.”

Według UK Independent, sam syn prezydenta Erdogana – Bilal Erdogan, wraz z wieloma innymi bliskimi znajomymi, bezpośrednio czerpał zyski z potajemnego handlu ropą z ISIS. Gazeta pisze: „Bilal Erdogan jest jednym z trzech równorzędnych partnerów w grupie BMZ, najważniejszej tureckiej firmy naftowej, którą Rosja i Syria oskarżają o handel ropą z ISIS. (…) Turcja zestrzeliła rosyjski samolot 24 listopada chcąc chronić swój przemytniczy biznes.”

Syryjski Minister Informacji, Omran al-Zoabi, tłumaczy:
„Cała ropa była dostarczana firmie należącej do syna Erdogana. Dlatego Turcy zdenerwowali się, kiedy Rosja rozpoczęła naloty na infrastrukturę Państwa Islamskiego i zniszczyła 500 cystern z ropą. Oni importują nie tylko ropę, ale i pszenicę oraz historyczne artefakty.”

A zatem Erdogan i jego klika są odpowiedzialni nie tylko w wywołanie wojny i terroryzmu w Syrii, ale także jej plądrowanie. Siatki przemytnicze prowadzą prosto do samego prezydenta, a samą Turcję lokują w międzynarodowej strukturze handlu z terrorystami. Okazuje się także, że kraj ten dostarcza ekstremistom ludzi chętnych do walki w ich szeregach:
Pod koniec 2014 i na początku 2015 Pekin zlokalizował trasę przerzutową chińskich ekstremistów na wschód. Już we wrześniu 2014 Agencja Reutera doniosła, że władze chińskie oskarżają ujguryjskich bojowników z Sinciang o wyjazdy na szkolenia w przeprowadzane przez Państwo Islamskie. Według Chińczyków przynajmniej 10 Turków pomagało przekraczać kolejne granice Ujgurom, wśród których przynajmniej jeden był poszukiwany za zamachy terrorystyczne, a innych zaklasyfikowano jako muzułmańskich radykałów. Ludzie ci stanowili jedynie część całego strumienia ujguryjskich ekstremistów, którzy przedostawali się na Środkowy Wschód by trenować i walczyć u boku Państwa Islamskiego i innych grup terrorystycznych.
Oskarżenia te potwierdza indonezyjska gazeta Jakarta Post, według której aresztowano w tym kraju o czterech Ujgurów. Wiele podobnych informacji z ostatnich miesięcy potwierdza obraz dobrze zorganizowanej kampanii mającej na celu pomoc ujguryjskim ekstremistom w podróży przez Azję i podjęciu współpracy z organizacjami terrorystycznymi takimi jak ISIS. A w tej infrastrukturze tranzytu tych niebezpiecznych osób uczestniczą także tureccy nacjonaliści.
Świadczy o tym wypowiedź syryjskiego ambasadora w Chinach, którą cytuje zdobywca nagrody Pulitzera, dziennikarz Seymour Hersh:
„Syryjski ambasador w Chinach, Imad Moustapha, tłumaczy, że: „Chiny postrzegają syryjski kryzys z trzech perspektyw: międzynarodowego prawodawstwa, globalnej geopolityki oraz działań Ujgurów z Sinciang. Sinciang graniczy z 8 państwami, i, według Chin, służy do przerzutu terrorystów między Chinami a całym światem. Wielu ujguryjskich bojowników aktualnie przebywających w Syrii to członkowie Islamskiego Ruchu Wschodniego Turkestanu, agresywnej organizacji separatystycznej dążącej do stworzenia państwa Islamskich Ujgurów w Sinciangu. Fakt, że otrzymali oni pomoc od tureckiego wywiadu przy próbie przedostania się z Chin do Syrii przez Turcję, wywołał duże napięcie między wywiadami chińskim i tureckim. Chiny obawiają się że turecka pomoc bojownikom ujguryjskim w Syrii może się w przyszłości okazać dalekosiężnym planem Turcji wobec Sinciang. Dlatego przekazujemy chińskiemu wywiadowi informacje o terrorystach i trasach, które pokonują, chcąc dostać się na tereny okupowane przez Państwo Islamskie.”
Obawy Moustapha potwierdził wysoko ceniony waszyngtoński analityk spraw zagranicznych, który badał trasy dżihadystów prowadzące przez Turcję do Syrii. Według niego Erdogan przerzucał Ujgurów do Syrii specjalnymi środkami transportu, a jego rząd nawoływał do poparcia ich wysiłków separatystycznych w Chinach. Muzułmańscy ujgurscy i birmańscy terroryści, którzy uciekli do Tajlandii, otrzymywali tureckie paszporty, by następnie popłynąć do Turcji, a stamtąd już przedostać się do Syrii. Inna droga, którą przebyło nawet wiele tysięcy Ujgurów prowadziła do Turcji przez Kazachstan. Wywiad amerykański nie jest w tym temacie odpowiednio poinformowany, ponieważ wiele osób, które mogłyby przekazać mu informacje, nie zgadza się z polityką prowadzoną przez US. Nie wiadomo także, czy wiedzą o tym funkcjonariusze odpowiedzialni za sprawy syryjskie w Departamencie Stanu i w Białym Domu. Szacuje się, że przynajmniej pięć tysięcy Ujgurów dotarło do Turcji od 2013, z czego prawdopodobnie dwa tysiące przedostało się do Syrii. Według Moustapha jest tam teraz 860 ujguryjskich bojowników.”

Powyższe jednoznacznie dowodzi, że Turcja jest państwem wspierającym międzynarodowy terroryzm, a Syria to dla niej jedynie obszar, gdzie zebrali się ekstremiści bezpośrednio lub pośrednio współpracujące z jej rządem. Istnieją także dowody wskazujące, że ludzie Erdogana bezpośrednio uczestniczyli w dostarczaniu ISIS broni chemicznej.

Turecki poseł Eren Erdem potwierdził to w parlamencie w obecności międzynarodowych mediów: „Istnieją dane potwierdzające to oskarżenie. Materiały do produkcji broni chemicznej są dostarczane do Turcji, a następnie przekazywane i gromadzone w obozach ISIS na terytorium Syrii”. Erdem zauważa, że zgodnie z wynikami śledztwa (które nagle przerwano) prowadzonego przez Biuro Prokuratora Generalnego w Adana, obywatele tureccy powiązani z wywiadem brali udział w negocjacjach z bojownikami ISIS i Al-Qaeda dotyczących sprzedaży im gazu sarin. Dowodem na to były nagrane rozmowy telefoniczne podobne do opublikowanych wcześniej w tym roku przez Cumhuriyet.

Podsumowując, rząd Erdogana jest godny potępienia. A do powyższego należy dodać jeszcze poważne przewinienia wobec własnych obywateli.

Jak pisałem wcześniej, Can Dundar i jego koledzy z Cumhuriyet ściągnęli na siebie uwagę ludzi Erdogana po ujawnieniu operacji Ankary z terrorystami w Syrii. Kilka tygodni temu Dundar wraz z redaktorem naczelnym Erdem Gul zostali oskarżeni o szpiegowanie i ujawnianie tajemnic państwowych. Nie jest to jednak żadną niespodzianką w obliczu tego, jak od lat władza turecka rozprawia się z niepokornymi dziennikarzami.
Przykładowo: w grudniu 2014 turecka policja przeprowadziła nalot na jedną z najpopularniejszych w kraju gazet: Zaman, pod zarzutem udziału w „tworzeniu zbrojnej organizacji terrorystycznej.” Funkcjonariusze zatrzymali redaktora naczelnego, Ekrem Dumalnli oraz samego prezesa Samanyolu Media Group, Hidayet Karaca.

Tureckie Towarzystwo Dziennikarstwie oraz Turecki Związek Zawodowy Dziennikarzy wystosowały wspólne oświadczenie potępiając trwające naloty i represje dziennikarzy zauważając, że: „Już wcześniej prawie 200 dziennikarzy zostało wsadzonych do więzienia pod zarzutem uczestnictwa w organizacji terrorystycznej. Odmówiono im prawa do uczciwego procesu. Teraz ponownie dochodzi do zatrzymywań dziennikarzy. A to oznacza, że prawo do informacji i własnej opinii jest w Turcji karane, co dzieje się tylko w krajach, gdzie media są zniewolone.”
Międzynarodowe organizacje także wyrażają swoje oburzenie wobec jawnego gwałcenia wolności słowa przez Ankarę. Międzynarodowa Federacja Dziennikarzy wraz z jej europejskim oddziałem napisała: „Jesteśmy przerażeni tym bezczelnym atakiem na wolność słowa i turecką demokrację. Rok po ujawnieniu korupcji w rządzie, władze wydają się brać odwet na tych, którzy śmią mieć odmienne od nich zdanie (…) A ostatnie czyny świadczą o tym, że pogarda władz wobec dziennikarzy nie słabnie.”

Wojna Ankary z wolnością słowa i mediami nie ogranicza się tylko do gazet takich jak Zaman czy Cumhuriyet, ale także blogów czy mediów społecznościowych. W odpowiedzi na zamieszczane na Twitterze dowody na korupcję wśród kolesiów Erdogana, prezydent zaatakował platformę mediów społecznościowych, a jego rząd wprowadził ograniczony dostęp do Twittera.
Erdogan sugeruje nawet całkowity zakaz mediów społecznościowych, w tym Facebooka i YouTube choć twierdzi, że: „Międzynarodowa społeczność może twierdzić to czy tamto. Nie przejmuję się tym. Każdy się wkrótce przekona jakim mocarstwem jest Republika Turcji.” Ten rodzaj megalomańskiej retoryki jest w przypadku tego człowieka normą, który widzi siebie nie jako prezydenta ale raczej sułtana czy absolutnego monarchę.

Słynne słowa, które padły w Międzynarodowym Trybunale Wojskowym w Norymberdze, zwięźle określają czym jest prowadzenie agresywnej wojny:
„Rozpoczęcie takiej wojny jest z gruntu diabelskim dziełem. Jest to nie tylko zbrodnia o charakterze międzynarodowym. Jest to największa z możliwych międzynarodowa zbrodnia, różniąca się tym od innych zbrodni wojennych, że zawiera w sobie całe zło zebrane z nich wszystkich.”

Z tą prawdą nie można dyskutować. Ale co się dzieje kiedy ktoś angażuje się w kampanię mającą na celu zniszczenie sąsiadującego kraju poprzez wojnę? Co się dzieje, jeśli jeden kraj umożliwia i uczestniczy w niszczeniu drugiego? Co się dzieje, kiedy jeden kraj nie cofnie się przed niczym by wygrać wojnę, w której oficjalnie nie uczestniczy, ale potajemnie nią zarządza i z której czerpie zyski? Czy nie jest to po prostu inna forma tej samej zbrodni, jak to określił Trybunał: największej z możliwych zbrodni?

Zacznijmy mówić prawdę: Turcja jest obecnie państwem mafijnym, rządzonym przez przestępców. Jednocześnie jest członkiem NATO. Być może nadszedł w końcu czas by rozwiać to błędne wyobrażenie o NATO, sojuszu militarnego, którego celem jest obrona sprawiedliwości, praw człowieka i zasad prawa. I podczas gdy propaganda kontynuuje swoją maskaradę, Turcja wraz z paktem USA-NATO- GCC-Izrael działają jako podżegacze wojenni nie tylko w Syrii, ale na całym świecie. A ja mam nadzieję, że świat to zobaczy.

Advertisements

Jedna uwaga do wpisu “Turcja odpowiada za wybuch wojny w Syrii. Sojusznicy z NATO ją kryją, a Tusk zaprasza do Unii…

  1. Pingback: Jest propozycja, by Wielką Brytanię w UE zastąpiła Turcja | xebola

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s